Dawno nie było takiej jesieni…

Dawno nie było takiej jesieni… – to są słowa każdego mojego ucznia. To prawda. Jest wyjątkowo zimno tej jesieni, tu w Kaliningradzie. Pamiętam, jak w zeszłym roku o tej porze chodziłam w samym swetrze, a teraz mam czapkę, szalik i rękawiczki, a ten sam sweter pod płaszczem..

Sezon grzewczy, jak dobrze pójdzie, zacznie się jutro (4.10), bo nie każdy ma luksus ogrzewania gazowego lub centralnego z regulacją temperatury (!).

Ja mam na sobie 3 pary skarpetek, cienki i gruby sweter, a pod spodniami dresowymi mam getry. Herbata stygnie w ciągu 3 minut. Oglądając telewizję, widzę tylko jak powiewa firanka, kołysana wiatrem z nieszczelnych okien (chociaż balkon też jest oszklony!). Nikt nie mówił, że będzie lekko..

Już dawno by grzali, gdyby nie 0,1ºC! Według prawa rosyjskiego, sezon grzewczy startuje na następny dzień, po tym, jak średnia temperatur powietrza w ciągu 5 kolejnych dni wyniesie mniej niż +8ºC. I było dobrze, ale niestety w zeszłą sobotę zaświeciło mocniej słońce i było +8,1ºC… Potem obiecali grzać od 1.10.

Z każdym kolejnym dniem budzę się z nadzieją ciepła w mieszkaniu. Może jutro?

Zamieszczone w Życie Dodaj komentarz

Anna Francewna

Korzystając z z wolnej, słonecznej niedzieli postanowiłam przejść się do niedawno odkrytego miejsca. Nazywa się ono “Anna Francewna” (Анна Францевна). Znajduje się blisko nas, ale nie w centrum miasta. I w przeciwieństwie do większości cukierni w Kaliningradzie, taka jest tylko jedna w mieście!

Drzwi wejściowe

Drzwi wejściowe

Miejsce ciekawe – kawiarnia (kawa, herbata), cukiernia i piekarnia (bardzo smaczne i świeże ciasta, torty i pieczywo), restauracja (włoska kuchnia: zupy, pizze, makarony) i sklep (bardzo drogie wina, szampany i zagraniczne produkty spożywcze).

Wypieki!

Wypieki!

Skąd nazwa? Tego nikt nie wie. Sam właściciel mówi, że tu nie chodzi o znaczenie, a o skojarzenia. Dla jednych może to być francuskie wino, dla drugich papież Franciszek. Podobnie tłumaczy asortyment i odbiorców tego miejsca. Z jednej strony to są okoliczni mieszkańcy, którzy przychodzą tu jak do najbliższej piekarni po chleb i bułki, a z drugiej strony jest to kaliningradzka elita, która specjalnie z drugiego krańca miasta przyjeżdża po najdroższe (i może najlepsze?) wino w mieście.

20130929_160148

 

20130929_160845

Wystrój jest prosty, śródziemnomorski. Dużo drewna, od podłogi, przez stoliki aż do sufitu. Dominują jasne kolory, jest po europejsku i ze stylem. Nie kupowałam francuskiego wina, więc jeśli chodzi o ceny to są normalne: za kawę i ciastko zapłaciłam około 13 zł, zupa kosztuje 8,50 zł, sałatki od 15 zł.

“Anna Francewna” (Анна Францевна)

Prospekt Mira 102 (skrzyżowanie ulic Prospekt Mira i Komunalnaja)

Zamieszczone w Miejsca Dodaj komentarz

Żydzi opanują Kaliningrad. Nowy Izrael zamiast Obwodu Kaliningradzkiego.

Podróżując trochę po Europie Środkowej i Wschodniej człowiek zaznajamia się z najróżniejszymi teoriami spiskowymi. Ukraińcy wiedzą swoje, Rumuni swoje, Litwini też. Część z tych teorii dotyczy oczywiście Żydów, bo kto inny mógłby spiskować o nas. Przez “nas” rozumiem Środkowoeuropejczyków.

Już jakiś czas temu poznałem teorię o Judeopolonii i o przygotowaniu Polski jako Nowego Izraela na wypadek jakiejś większej wojny na Bliskim Wschodzie. Temat ten chyba najciekawiej ujęła Yael Bartana przekuwając nieskładne opowiadania polskich ,,patriotów” w konkretną formę i treść organizując pierwszy Kongres Ruchu Odrodzenia Żydowskiego w Polsce, i w Berlinie i tworząc Manifest a także film “Mary Koszmary” z przemówieniem Sławomira Sierakowskiego. Ciekawym jest to, że historie takie opowiadane na forach internetowych i różnego rodzaju spotkaniach uznawane są za prawdziwe, natomiast gdy artystka dała tym historiom materialną obudowę doprowadziło to do białej gorączki obrońców polskości i komentarze “to niemożliwe”.

Będąc na Węgrzech okazało się, że to nie jakaś tam Polska, ale właśnie Węgry są miejscem planowanego powrotu Żydów do Europy. Z informacji jakie kolportuje partia Jobbik trwają przygotowania do przyjęcia 3 milionów obywateli Izraela. Żydzi mają opanowywać mniejsze miasta, skupować ziemię itp. Czyli nie jesteśmy sami, Polacy przyjmą 3 miliony, Węgrzy 3 i zostanie jeszcze milion, który nie ma się gdzie podziać. I tu niespodzianka.

Skończyłem właśnie czytać książkę Pana Andrieja Starcewa “Chmury nad Kaliningradem“ (Тучи над Калининградом), zbiór tekstów autora napisanych w latach 90 i na początku XXI wieku. Autor poświęca osobny rozdział separatyzmowi w Kaliningradzie. I tu na jednej ze stron wpadam na taką o to historię:

Autor na początku lat 90 jedzie pociągiem z Rygi do Moskwy. Wybrał plackartnyj wagon ponieważ tam zawsze można ciekawie porozmawiać. Nie należy zapominać, że plackartnyj to najtańsza klasa wybierana najczęściej przez mniej zamożnych podróżnych oraz turystów chcących doświadczyć lekkiego extremu. W tym oto wagonie spotyka on dwóch mężczyzn o nie bałtyckich rysach (zapowiada się ciekawie), którzy po kilku kieliszkach wódki zaczynają rozprawiać o przyszłości państw Bałtyckich i Obwodu Kaliningradzkiego. Według tych panów, wszystko zmierza w kierunku przekazania tych państw innemu gospodarzowi. A Kaliningrad, w szczególności będzie miał tu swoją rolę. Autor pluje sobie w twarz, że nie zadawał kolejnych pytań, że wypił więcej niż powinien i nie zapytał o dane personalne współpodróżnych. Ale zastanawia się: a co jeśli byli to pracownicy wiadomych służb, którzy rozluźnili się i wygadali z planów jakie powstają w Tel Avivie lub Jerozolimie. Oczywiście o bajdurzeniu pijanych nie może tu być mowy, to za poważny temat. 

Historia numer dwa to relacja autora o ulotce, którą znalazł. Opisuje ona plan, stworzony, przez jak on sam ich nazywa ,,mędrców” (tu dosyć jasne nawiązanie do folkloru, autor mruga okiem i każe sobie przypomnieć Prokotoły Mędrców Syjonu), którzy planują, by na terytorium państw Bałtyckich oraz Kaliningradu tworzyć Nowy Izrael. Zapytasz, a Polska? Polska ma być tylko państwem tranzytowym dla tysiąca mieszkańców Hajfy, Tel Avivu, Bershevy czy Netanii, którzy przyjadą do Kaliningradu. Z prezydentem Rosji, Borysem Jelcynem, podobno już wszystko jest dogadane, ostatnie pytanie to kiedy zacznie się napływ ludności. Tu autor robi oczywiście analizę psychologiczną Żydów, którzy Rosjan, a więc “aborygenów”, pierwotnych mieszkańców tej ziemi zaprzęgną do pracy w postaci niewolników. Następnie autor cytuje dalej ulotkę, gdzie miejscowi politycy oraz działacze mniejszości żydowskiej mają jednoznacznie popierać ten projekt i robić wszystko by doszło do jego realizacji. Tu autor dodaje swoje przemyślenia. Jeden z najbogatszych przedsiębiorców w Kaliningradzie to Żyd, a skąd on ma te wszystkie pieniądze?

Społeczność żydowska chce odbudować synagogę, która kiedyś znajdowała się w samym centrum miasta. Projekt przewiduje budowlę na 3000 osób. A dlaczego na 3000 jeśli samej społeczności są tylko 2 tysiące. Czyżby planowali się powiększyć? W tamtym okresie rozbudowywana jest elektrociepłownia w Obwodzie Kaliningradzkim. A po co ma powstawać nadwyżka energii? Kto ją wykorzysta? Czyżby nowi mieszkańcy? (Jeśli autor usłyszałby, że w Obwodzie rozpoczęła się budowa elektrowni atomowej o ciut większej produktywności niż trzeba całemu regionowi, włosy stanęły by mu dęba – zaczęło się!). Ulotka natomiast gdzieś zniknęła i autor posiada tylko notatki jej treści więc nie może czytelnikowi w żaden sposób udowodnić prawdziwości tego tekstu. Najciekawsze jest jednak podsumowanie, gdzie autor jasno stwierdza, że Kaliningrad był by dziś (około roku 2003) drugim Luksemburgiem. Gdyby. Gdyby nie tajne wpływy Niemców, machlojki demokratów, plany Żydów, działania piątej kolumny w Obwodzie robiącej wszystko, żeby ten się nie rozwijał. Autor w książce zawarł jeszcze tysiące podobnych złotych myśli odwołujących się do Niemców, miejscowych polityków czy też osoby Stalina.

Książka Andrieja Starcewa

Jako kulturoznawca pochylam się nad tym z wielkim zainteresowaniem, trudno lepiej było opisać ducha epoki lat 90 i niepewności w jakiej żyli mieszkańcy Kaliningradu. Tak jawna negatywna ocena separatyzmu oraz odniesienie do rosyjskiej tożsamości jest kolejnym ważnym elementem przy powstawaniu mojej pracy. I mogę się cieszyć, że nie tylko u nas powstawały, powstają i będą powstawać teorie o Żydach mających przejąć nasz kraj. 

Dla zainteresowanych działaniami Yael Bartany linki do projektu oraz artykułu o jej akcjach:

http://www.jrmip.org/

http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Pierwszy-kongres-Ruchu-Odrodzenia-Zydowskiego-w-Polsce,wid,14731713,wiadomosc.html?ticaid=11167d

http://www.culture.pl/kalendarz-pelna-tresc/-/eo_event_asset_publisher/L6vx/content/yael-bartana-mary-koszmary

http://www.culture.pl/baza-sztuki-pelna-tresc/-/eo_event_asset_publisher/eAN5/content/manifest-ruchu-odrodzenia-zydowskiego-w-polsce

Zamieszczone w Ciekawostki Tagged Andriej Starcew, ciekawostki Kaliningradu, Kaliningrad, Królewiec, Nowy Izrael, Żydzi w Kaliningradzie Dodaj komentarz

“Jestem Polką”

Żona: Wracałam dzisiaj rano od ucznia, zawsze się spieszę, bo w domu czeka następny uczeń albo jedzenie, aż tu nagle zobaczyłam biało – czerwony plakat. Takie barwy przykuły moją uwagę od razu. Widzę napisane cyrylicą “polskie”, potem “pieśni”, więc nie pozostało mi nic innego, jak szybko zrobić zdjęcie, żeby później informacji na ten temat nie szukać. A poza tym na plakacie był napisany numer telefonu, pod który trzeba zadzwonić w sprawie zaproszeń.

Plakat

Plakat

4. października, początek o 19:00

Dom Sportu “Młodość” (Юность)

Festiwal Polskiej Piosenki w Kaliningradzie

Zwycięzcy Festiwalu Rosyjskiej Piosenki “Zielona Góra” 2013

Już w autobusie rozpoczęłam dyskusję na facebooku: iść czy nie iść (ech te kaliningradzkie autobusy z wi-fi). Pod domem już byłam pewna – dzwonię.

-Dzień dobry. Ja w sprawie polskich pieśni. To jest Festiwalu Polskiej Piosenki. Chciałam zapytać jak mogę kupić / dostać zaproszenie.

- Zaproszenie można dostać.

- Super. Bo widzi Pani, ja zobaczyłam plakat i od razu dzwonię, bo ja jestem Polką. Oglądałam nawet Festiwal Piosenki Rosyjskiej w Zielonej Górze.

- Na pewno Pani zaproszenie dostanie, tylko proszę zadzwonić o 14.

(15 minut później, w czasie jedzenia)

- Pani Polka? Pani dzwoniła przed chwilą?

- Tak, to ja.

- Ile chce Pani tych zaproszeń?

- 3. Jeśli nie ma możliwości, to chociaż 2. Przyjdę z mężem.

- Będą 3…

Później już były niuanse polskiej pisowni i nazwisk. Zaproszenia czekają do odbioru.

Jest tylko jeden problem. Nikt nie chce ze mną iść. Nikogo polska popsa  (= disco polo) nie interesuje…

Zamieszczone w Życie Dodaj komentarz

Pomnik 1200 Gwardzistów

30 września 1945 roku uroczyście odkryto pomnik 1200 żołnierzy – gwardzistów, który oddali życie przy szturmie fortecy i miasta Królewiec. Decyzję o powstaniu pomnika w początku maja 1945 przyjęła rada wojenna 11 armii Związku Radzieckiego. Rozkaz o pochowaniu zabitych w boju żołnierzy był podpisany przez generała – pułkownika Kuźmę Galickiego 8 maja 1945 roku.

Pomnik 1200

Mowa tu o pomniku, który staje się centralnym punktem obchodów święta 9 maja – Dnia Zwycięstwa oraz 9 kwietnia – Dnia zdobycia Królewca. Tu odbywają się również wszystkie uroczystości wojskowe, apele, ceremonie związane z położoną tuż obok Szkołą Policyjną. Jeszcze niedawno zapalono tu wieczny płomień przypominający o poświęceniu żołnierzy. Pomnik ten jest jednocześnie mogiłą, cmentarzem dla żołnierzy. Jak pisze Irina Kożewnikowa był to pierwszy oficjalny monument, który postawiono ku czci żołnierzy Związku Radzieckiego, którzy oddali życie w walkach. I jak już wspomniałem posiadał on oprócz funkcji symbolicznej praktyczną funkcję mogiły. Symbolika pomnika łączy w sobie celebrację zwycięstwa i wysiłku żołnierzy oraz krwawej ofiary jaka została złożona w tych ostatnich dniach wojny.

Sam pomnik 1200 żołnierzy gwardyjskich składa się z kilku części. Na froncie znajduje się plac owalnego kształtu, który dotyka do prospektu Gwardiejskiego. Dominantą pomnika jest obelisk, z podstawą w kształcie gwiazdy pięcioramiennej. Na obelisku znajduje się 7 pasów z epitafiami.Przed obeliskiem znajduje się miejsce symbolizujące wieczny ogień. Od obelisku odchodzą ściany zbudowane z granitowych bloków na których znajduje się 16 marmurowych tablic z imionami pochowanych w mogile żołnierzy. Oprócz brązowych popiersi Bohaterów Związku Radzieckiego umieszczone są na pomniku dwa pamiątkowe obeliski, Anatolija Sergiejewa oraz Eleny Kowalczuk. Na obu końcach ściany znajdują się kompozycje pomnikowe “Szturm” i “Zwycięstwo”.  Wysoki na 26 metrów obelisk ma swój wymiar symboliczny – potwierdza obecność Rosjan w tym miejscu jednocześnie pokazując kierunek, w którym wznoszą się umarli. To jednomyślny manifest: oni odeszli ale my zostaniemy tu na zawsze. Oprócz tego na samym obelisku znajdują się reliefy, ukazujące order, medale oraz sceny związane z Bitwą o Królewiec tłumaczące w prosty i jasny sposób poświęcenie i rolę zwycięzców.

Obelisk 1200

Dwie kompozycje pomnikowe “Szturm” i “Zwycięstwo” nadają całemu monumentowi dynamizmu i w pewien sposób ożywiają plac, na którym znajduje się pomnik.  Ustawione one zostały dopiero w 1946 roku.

Szturm 1200

Projektantem pomnika był Innocenty Melczakow i Siergiej Nanuszjan a wyrzeźbiła go grupa złożona z artystów: Pawel Wajwada, Bronius Petrauskas, Bronius Pundzjus oraz Konstantinas Bogdanas pod przewodnictwem Jozuasa Mikenasa.  9 maja 1960 roku przed obeliskiem monumentu zapalono wieczny ogień. W 1961 roku, po XX zjeździe KPZR z obelisku zdjęto postać Stalina, która była awersem medalu ,,Za zwycięstwo nad Niemcami”, w zamian umieszczono rewers medalu. W czasie przygotowań do uroczystości 50 rocznicy zwycięstwa w Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej w 1995 roku, obok Bramy Ausfalskiej, (położonej w sąsiedztwie z mogiłą), otwarto kaplicę. W 2000 roku za pomnikiem utworzony został nieduży Park Zwycięstwa a w 2005, w ramach Federalnego Programu Rozwoju Obwodu Kaliningradzkiego, przeprowadzono remont mogiły, w ramach którego imię oraz postać Stalina wróciły na swoje miejsce.

W tym miejscy chcę się zatrzymać nad jedną rzeczą. Podczas dyskusji o II wojnie światowej Polacy często oskarżają Rosjan, że nie przynieśli oni wyzwolenia ale kolejny reżim mający zniewolić naród Polski. W naszych oczach Armia Czerwona nie kojarzyła się z niczym dobrym, co więcej podążające za nią wojska NKWD tylko potwierdzały ten obraz.  I w tym miejscu dotykamy jednego z kamieni milowych współczesnej rosyjskiej tożsamości. Ofiara jaka poniesiona została podczas II wojny światowej, ilość żołnierzy, która po utracie wszystkiego oddała swoje życie podczas walk jest ogromna. Dlatego każde umniejszanie poświęcenia żołnierzy radzieckich, tym bardziej przez obcokrajowca wydaje się Rosjanom czymś niezrozumiałym i dotykającym samej duszy. Nie wspominając o tym, że mit państwowości Związku Radzieckiego został zbudowany właśnie na II wojnie światowej a po roku 2000 rosyjska tożsamość oparła się właśnie na II wojnie światowej jako jednym z głównych odnośników. Warto o tym pamiętać podczas wspomnień o przeszłości i rozmowach z Rosjanami.

Wszystkie zdjęcia pochodzą ze strony http://www.prussia39.ru/sight/index.php?sid=657 gdzie stworzone zostało zestawienie pomników i zabytków Obwodu Kaliningradzkiego.

 

Żona: Bardzo przepraszam za brak naszych zdjęć, ale w Kaliningradzie jest bardzo zimno i na zewnątrz i w mieszkaniu, dlatego nie chciało mi się dzisiaj wychodzić, tylko po to, żeby zrobić zdjęcia. Przepraszam was!

Mam nadzieję, że od jutra zaczną grzać…

Zamieszczone w Kalendarium Królewca Tagged kalendarium, Kaliningrad, miejsca Kaliningradu, pomniki wojskowe, wojsko Dodaj komentarz

Dachowanie w Kaliningradzie

Po powrocie z Petersburga opowiadałem o wycieczce po dachach jaką zorganizowali moi znajomi . Generalnie to jeden z najpopularniejszych sposobów zwiedzania miasta. Na głównych ulicach zobaczysz nasprejowane ogłoszenia: dachy – wycieczki i numer telefonu.

Nasza wycieczka nie odbyła się bez problemów, zamknięte klatki schodowe, wyjścia na dachy, samo wspinanie się po konstrukcjach, które mogą za chwilę się rozpaść nie jest super przeżyciem. Gadałem z lokatorami jednej z klatek gdzie nie udało nam się wejść. Zmęczeni są ciągłymi wycieczkami góra-dół, nieznanymi ludźmi kręcącymi się pod klatkami albo na podwórkach.

Wróciliśmy do Kaliningradu, i okazuje się że moda na ,,ruffing” dotarła nawet tu. Generalnie trudno w tym mieście znaleźć odpowiednio wysokie budynki by mieć lepszy widok na miasto, ale jeśli dobrze pokombinować kilka się nada. W internetowej gazecie The Province (http://the-province.com) udało mi się znaleźć człowieka, który zajmuje się tym od kilku lat. W odróżnieniu od Pitera tu organizatorzy wycieczek dogadują się najczęściej z mieszkańcami lub zakładają swoją kłódkę na dach (nie ma to jak przepisy BHP). Krajobraz miasta z dachów Kaliningradu wygląda mniej więcej tak:

http://fishki.net/1204749-progulka-po-krysham-kaliningrada.html

Mi udało się wejść tylko na dach Domu Sowietów (po polsku Dom Rad): cieć pilnujący na dole otrzymuje jakieś 500-600 rubli od osoby. Trzeba poczekać aż przywiąże psy, jest ich 6/7 i są naprawdę mało gościnne. Następnie przez rozpadający się płot wchodzimy na teren i po betonowych ruinach wspinamy się do holu głównego budynku. Generalnie wnętrze budynku robi wrażenie, szczególnie ten hall z kolumną podtrzymującą strop na samym środku. By wejść na górę trzeba się wspiąć 21 pięter po betonowej klatce schodowej. Wspinając się po kolejnych piętrach widzisz, że zostały jeszcze jakieś płytki, tu ktoś spał, tam została flaszka.

Dom Rad

Dom Rad

Po kilkunastu minutach człowiek jest już na ostatnim piętrze, gdzie lekko klucząc dochodzi się do masywnych stalowych drzwi prowadzących na dach. No a już z dachu rozciąga się przepiękny widok na całe miasto, rzekę, na wyspę Kanta, prospekt Lenina, staw Zamkowy nazywany także Dolnym. Widać też zapuszczoną fontannę znajdującą się w miejscu gdzie kiedyś był Zamek Królewski, i piwnice rzeczonego Zamku odkryte dla zwiedzających. Na samym dachu znajduje się jeszcze nadbudówka, którą obsiadły jak ptaki maszty firm telekomunikacyjnych. Biorąc pod uwagę, że to najwyższy budynek w mieście trudno się temu dziwić. Zawsze gdy przejeżdżam autobusem przez Pregołę, przyglądam się fasadzie Domu Sowietów. Pojawiają się na niej nowe graffiti, na dachu zobaczymy też wyznania miłości. Gdy byłem w okolicy w lipcu zobaczyłem ludzi, którzy tak samo jak ja podziwiali panoramę Kaliningradu.

Jest to pewien urok tego miasta ale i całej Rosji. Rzeczy ciekawe, pozostawiające silne wrażenia często są nielegalne. I to nie z powodu, że stanowią zagrożenie dla życia. Po prostu budynek straszący swoją sylwetką i powybijanymi szybami, tak turystów jak i mieszkańców miasta, nie jest w zasięgu zainteresowania władz lokalnych, obwodowych czy federalnych. Nikomu nie przychodzi do głowy, że mógłby się stać jednym z antybohaterów miasta – stając się anty-symbolem. Przykładem takiego działania jest Pałac Kultury i Nauki w Warszawie, który przebył drogę od znienawidzonego podarku do jednego z głównych symboli miasta.

Grafika-Bartosza-Lukasiewicza

Zapewne musi minąć trochę czasu a energia i pomysłowość miejscowych aktywistów musi się skupić właśnie na Domu Sowietów. Gdy patrzy się na plac obok Domu Sowietów przypomina mi się Plac Defilad. W Kaliningradzie jeden z głównych placów miasta, z których rozciąga się panorama na rzekę jest jednym z najbardziej zapuszczonych miejsc w mieście. Budy ze sklepami, wielki parking i miejsce dla treningu dla szkół jazdy to szczyt możliwości organizacyjnych. Czasem odbędzie się tu koncert lub też targ, co oczywiście nie zmienia głównej funkcji tego miejsca: parkingu. A co z samym Domem Sowietów? To historia na osobny tekst.

Jeśli kiedyś wpadniesz do Kaliningradu możemy spróbować wybrać się na Dom Sowietów lub zamówić sobie wycieczkę po innych dachach miasta. I kto wie, może to też stanie się kiedyś atrakcją turystyczną Kaliningradu?

Link do artykułu dotyczącego grafiki: http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,34889,7222063,Artysta_o_Palacu_Kultury___Prezentow_sie_nie_oddaje_.html

Zamieszczone w Turystyka Tagged Dom Sowietów, Kaliningrad, miejsca Kaliningradu, Petersburg, Ruffing, Warszawa, Zamek Dodaj komentarz

Podróż z Kaliningradu do Warszawy

Jak moja podróż  z Kaliningradu do Polski? Tym razem męcząca.  Wybrałem autobus Ecolines jadący z Kaliningradu do Warszawy. Rusza z dworca autobusowego w Kaliningradzie o 13:30 i według planu powinien być w Warszawie około 20:30. Co ciekawe jest koniec września a firma Ecolines podaje zimowy czas przybycia do Warszawy. Komuś pomyliły się miesiące. Niestety już sam wyjazd z Kaliningradu o godzinie 13:30 w piątek jest porażką. W korku spędziliśmy około godziny. Dalsza podróż na granicę odbyła się bez większych problemów.

IMG_20130929_020353

Na rosyjskim przejściu granicznym jeden z pasażerów został zatrzymany. Musiał zabrać swoje rzeczy i udać się do autobusu, który jechał w przeciwną stronę, do Kaliningradu. Jak później powiedziała nam stewardesa, został zatrzymany “do wyjaśnienia celu podróży” bez żadnego objaśnienia, bez żadnych konkretów. Pasażerowie czekali na niego na parkingu przy sklepach Duty Free. Tu uwypukla się podział pasażerów na dwie grupy: początkujących i starych podróżników. Po kontroli paszportowej początkujący czekają w budynku służby celnej nie wiedząc co mają robić. Podróżnicy, w tym czasie już dawno buszują po Duty Free szukając promocji, okazji lub porównując perfumy. Początkujący zastanawiają się ile mogą przewieźć przez granicę alkoholu, papierosów. Podróżnicy mają te liczby już dawno w pamięci. Dyskusja rozpoczęła się gdy jeden z pasażerów kupił 10 paczek papierosów, po czym dowiedział się, że przewieźć może tylko dwie. Na początku spanikował ale doświadczeni podróżni od razu przyszli mu z pomocą biorąc je do własnego bagażu. Potem biegali za młodym chłopakiem na postoju w Olsztynie by oddać mu jego skarby.

Oczekując wyjaśnienia sprawy z zatrzymanym podróżnym zauważyłem, że na parkingu przy sklepach Duty Free rośnie nie duża brzózka. Ma może 4-5 lat, wokół niej trochę trawy ogrodzonej kostką brukową i krawężnikiem. Uznaliśmy z jednym z rosyjskich podróżnych, że to akcja Rosyjskiej Służby Migracyjnej. Jeśli nie zdążyłeś pożegnać się z ojczyzną, jeszcze na granicy możesz przytulić brzozę, popatrzeć na nią, wsłuchać się w szum liści. To chyba jedyne drzewo, które rośnie na samym przejściu granicznym Bagrationowsk – Bezledy.

Brzoza to oczywiście jeden z głównych symboli Rosji. A właściwie stała się nim dzięki twórczości Sergieja Jesienina i wierszowi  ”Brzoza” (Берёза). W wierszach Jesienina brzoza to jeden z głównych komponentów pejzażu rosyjskiego, symbolizując dom rodzinny. Nie zapominaj oczywiście o miejscu brzozy w rosyjskiej kulturze ludowej, gdzie wykorzystywana była w życiu codziennym – w bani, przy struganiu puzderek i szkatułek, dla ogrzania się, czy podczas święta Świętej Trójcy, obchodzonym w dzień Pięćdziesiątnicy. Brzoza jest też jednym z motywów przewodnich rosyjskiego malarstwa  połowy XIX  i początku XX wieku. Jest jeszcze sok brzozowy ale to temat na inną opowieść

Pożegnaliśmy się z brzozą i ruszyliśmy w dalszą podróż na polską granicę. W takich momentach nawet ja denerwuję się na polską obsługę granicy i nie staram się jej nawet bronić. Oprócz sprawdzania paszportów, które trwało około godziny, Panowie ze Służby Celnej nie do końca wiedzieli po co znajdują się na przejściu. Raz mówili, że można podróżnym rozdać paszporty, za chwilę kazali je zbierać i zabrali do kontroli. Kierowca autobusu trzy raz wracał się ze swoim paszportem. Wydaje mi się że wszystkie moje doświadczenia można by spisać i przesłać do centrali i w Warszawie i w Moskwie. Może wtedy choć trochę coś by się tu na granicy zmieniło.

A na koniec: jak poznać doświadczonego podróżnego relacji Kaliningrad – Warszawa od przygodnego pasażera. Doświadczony podróży na pamięć zna już wszystkie filmy puszczane na pokładzie autobusu. Zna je na tyle, że może cytować dialogi lub krótkie fragmenty.

Przyjeżdżając do Warszawy jeden z  rosyjskich pasażerów, starszy Pan rzucił w przestrzeń autobusu pytanie: a podróżni to jadą do Warszawy w jakim celu, do domu? do pracy? czy na studia? Okazało się, że 9 z 24 osób jechało do domu, 8 na studia a pozostała 6 do pracy.  Również starszy Pan dodał swoje trzy grosze – on wraca do domu, odwiedził tylko rodzinę, która uparła się i została w Kaliningradzie. Próbował ich namówić na przeprowadzkę do Polski ale na razie nie mają na to ochoty. Witamy w Warszawie pomyślałem…

Zamieszczone w Życie Tagged Bagrationowsk, Bezledy, Brzoza, Ecolines, Jesienin, przejście graniczne, Warszawa Dodaj komentarz

Anty Cafe Czernika

Będąc na Art Festiwalu poznałam nowe, bardzo ciekawe miejsce na mapie Kaliningradu Anty Сafe Czernika (Jagoda).

Co to jest anty cafe? To miejsce, gdzie nie płacisz, za to co zjadłeś i wypiłeś, tylko za czas, który tam spędziłeś. Ja bym nazwała to miejsce klubokawiarnią, bo naprawdę jest co tu robić!

Czernika Anty Cafe

Czernika Anty Cafe

Przed wejściem: tablica informująca o wydarzeniach w Czernice

Przed wejściem: tablica informująca o wydarzeniach w Czernice

Książki do zabrania

Książki do zabrania

W ciągu dnia płaci się 1,5 rubla za godzinę, w sumie około 9 zł. Wieczorem obowiązuje specjalna taryfa – od 20:00 do zamknięcia jest to stała kwota około 20 zł. Nie ma tam kuchni. Jest za to bar z pyszną herbatą, kawą z ekspresu i ciasteczkami. Są też mleczne koktajle, a w przyszłości mają być też inne przekąski.

20130928_174451

20130928_174507

Jest tu fajka wodna już od 20 złotych, projektor, na którym możesz wyświetlić swój ulubiony film, X-Box z grami i Guitar Hero (jeszcze nie próbowałam). Są piłkarzyki i mnóstwo gier planszowych. Można zrobić tu wystawę i zagrać koncert. Do wyboru do koloru.

20130928_201635

Piłkarzyki

Fragment wystawy

Fragment wystawy

Jako że ja byłam w ramach festiwalu, zasady były trochę inne, za 5 zł dostałam filiżankę kawy i talerzyk z ciasteczkami. Też miło. Co do samego artystycznego festiwalu, to cieszę się, że coś się w Kaliningradzie dzieje: młodzież pisze wiersze, komponuje muzykę, kręci filmy, jednak festiwal, to za duże słowo dla takich inicjatyw.. Ale do Czerniki z chęcią wrócę!

20130928_175021

Przed rozpoczęciem festiwalu

Festiwal w trakcie

Festiwal w trakcie

Anty Cafe Czernika

ul. Proletarskaja 82-84, Kaliningrad

Zamieszczone w Miejsca, Wydarzenia Tagged anty cafe, Czernika, Jagoda, Kaliningrad, Królewiec, miejsca Kaliningradu, Proletarskaja 1 komentarz

no cóż, Rosja…

Gdy słyszymy albo rozmawiamy o jakimś kolejnym absurdzie czy też śmiesznej/tragicznej sytuacji część naszych znajomych reaguje wzruszeniem ramion i stwierdzeniem ,,no cóż Rosja”, druga część w tym samym momencie protestuje i mówi, że nie można tłumaczyć tym głupoty, nieuczciwości, lenistwa itp. Sami złapaliśmy się na tym, że właśnie tak podsumowujemy nasze historie. Z jednej strony wiemy, że to nie prawda, nawet z własnego doświadczenia wiemy, że takie same rzeczy dzieją się w Polsce, na Węgrzech, Białorusi, Ukrainie, Gruzji a nawet Izraelu. Z drugiej strony skumulowanie wszystkich czynników obiektywnych w Kaliningradzie działa jeszcze bardziej na tworzenie stereotypowego podsumowania ,,no cóż Rosja”.

Jako kulturoznawca najczęściej protestuję po takim stwierdzeniu. Dla Rosjan, którzy mają dosyć silną tożsamość narodową i kulturową wytłumaczenie to służy podkreśleniu swojej unikalności, odrębności od kultury europejskiej. Krystyna Kurczab – Redlich w książce Pandrioszka opisała ten typ mentalności. Tam puentą każdej historii było stwierdzenie: “a u nas inaczej” (а у нас по другому). Oczywiście można się z tym nie zgadzać. Z drugiej strony życie pisze własną historię.

Obserwacja pierwsza z naszego podwórka:  dziury w asfalcie jakie powstały po ostatnim roku przed naszym domem “ktoś” (administrator/ dozorca/jeden z mieszkańców) postanowił załatać. Przy czym załatać betonem i zrobić to nie w letni upalny dzień a w mokry, deszczowy wieczór. Nie oznaczył swojego performensu, więc inni lokatorzy wracający z pracy samochodami rozjechali jego instalację, dodając do dziury dodatkową kupkę cementu tuż obok.  Powstaje pytanie: a gdzie są prawa logiki? Odpowiedź, no cóż, nie tutaj. Sukces w tej sprawie był na wyciągnięcie ręki, niestety tu wciąż w głównym nurcie jest filozofia, że dziura na parkingu, w którą codziennie wpada mój samochód, nie jest moją sprawą, po co ją mam naprawiać, a jeśli już doprowadzi mnie do szału, to po co informować sąsiadów o mojej inicjatywie. No a wybór pory roku, terminu oraz sposobu wykonania to już wisienka na torcie.

Obserwacja druga z naszego podwórka: na naszym piętrze gdzieś w okolicach marca przepaliła się żarówka. Idąc polskim tokiem myślenia uznaliśmy że administrator/dozorca wymieni ją w ciągu kilku dni i sprawa będzie zamknięta. Po spotkaniu z właścicielami mieszkania okazało się że administratora nie ma (chociaż na rachunkach jest jak byk napisane, że komuś jednak płacę kilka rubli za administrowanie budynkiem). Jako że żyliśmy w tej nieświadomości kilka miesięcy, mieliśmy też szansę zobaczyć, że żaden z naszych sąsiadów z piętra nie kwapił się do zmiany żarówki. Chociaż było widać że bez światła na korytarzu niewygodnie nie tylko nam, ciemności nie dało się pokonać. Wielce uradowani wiadomościami od właścicieli mieszkania, wracając do domu, kupiliśmy żarówkę za całe 21 rubli (2,1 zł) i własnoręcznie ją wymieniliśmy. Więc filozofia, nie mój korytarz, nie moje problemy, również jest tu jak najbardziej aktualna i wciąż mocno się trzyma.

Obserwacja trzecia z nie naszego podwórka: w Rosji a szczególnie w Moskwie, dwa – trzy lata temu panowała moda na zaceping. W skrócie jest to jazda pociągiem, nie w wagonie a nad,pod, przed lub za nim. Młodzi ludzie chcąc oszczędzić na bilecie kolejowym, nie jechać w tłoku lub też po prostu chcąc doświadczyć czegoś nowego wchodzą na dach pociągu, jadą np z jednej stacji do drugiej, bawiąc się pantografem, skacząc z jednego wagonu na drugi. Najbardziej ekstremalny przykład to młody człowiek, który przejechał na Sapsanie (superszybkiej kolei rosyjskiej) z Petersburga do Tweru.  Mam wrażenie, że gdyby zaproponować młodym ludziom w Polsce taką formę rozrywki popukali by się w czoło. W rosyjskim internecie można znaleźć ogromną ilość nagrać pokazującą wyczyny zaceperów. Dopiero kilka tragicznych wypadków spowodowało spadek zainteresowania taką rozrywką.

Wydaje mi się, że w Kaliningradzie szczególnie skupiło się to, co jest zmorą Rosji, oprócz “sowieckiego państwowego” o które nie trzeba dbać, bo nie moje, ludowego “moja chata z kraja” więc po co mam dbać nawet o korytarz, którym dochodzę do mieszkania, przez zupełny brak logiki i inicjatywy ze strony społeczeństwa. Do tego tymczasowość a raczej brak korzeni dużej ilości mieszkańców, która przyjechała do Kaliningradu z różnych części Rosji i dla której jest to wciąż coś “ich” a nie “nasze” nie w sensie posiadania ale w sensie dbania i opiekowania się. Na to wszystko nakładają się jeszcze inne cechy rosyjskiej tożsamości, dzięki którym zwrot “no cóż Rosja…” jest jedyną próbą opisania sytuacji dla osoby nie będącej na miejscu.

No a na koniec trzeba mi przyznać, że pojawia się w tym mieście coraz więcej lokalnych inicjatyw, miejsc gdzie ludzie mogą się spotkać wymienić ideami, gdzie zwrot “no cóż Rosja” traktowany jest jak głupia wymówka. I chyba to jest w tym mieście najciekawsze że ma ono swoją grupę ludzi, którzy zaczynają zmieniać swój świat zaczynając od żarówki, na obliczu miasta kończąc.

Zamieszczone w Ogólne, Życie Tagged Kaliningrad, Rosja, tożsamość, życie w Kaliningradzie Dodaj komentarz

Może czekoladkę?

Żona: Ostatnio dyskutowałam z moją znajomą i uczennicą, która wyjechała właśnie na studia do Polski, o tym co można z Rosji do Polski wywieźć. I w czasie tego spotkanie pojawiło się to magiczne słowo: GEMATOGEN (Hematogen)… Jakież było moje zdziwienie, kiedy się dowiedziałam co to jest…

Rosyjski gematogen z orzechem

Rosyjski gematogen z szyszką

To jest mały czekoladowy batonik z… krwią cielaka. Moja zaskoczenie rosło z każdym zdaniem dotyczącym tej czekoladki.. Jest to ogólnodostępna słodycz, którą można kupić w aptekach za około 3 zł. Jedzą ją najczęściej dzieci (powyżej 3 r.ż) i dorośli z anemią. Batonik ten zawiera dużo żelaza i stymuluje rozwój krwinek czerwonych.

Dziecięcy gematogen

Dziecięcy gematogen

Mąż: po sekretnym przewiezieniu hematogenu przez granicę spróbowałem go w warunkach eksperymentu. Okazało się, że jeśli nie słowa o krwi od znajomych czy sproszkowanej hemoglobinie na opakowaniu to mamy przed sobą zwyczajny batonik z mleka w proszku, bardzo słodki i raczej bez konkretnych walorów smakowych. W sam raz dla dzieci :) Jeden taki batonik zawiera około 14-15 miligramów żelaza i jest to porcja tego mikroelementu na całą dobę. Szczerze mówiąc po dłuższym czasie odczułem tylko, że nieznacznie wzrosło mi ciśnienie krwi, co oczywiście może wiązać się z polską pogodą. Zobaczymy jakie będą efekty po regularnym odżywianiu się.

Zamieszczone w Ogólne Tagged Hematogen, Kaliningrad, lekarstwa, Rosja, Smaki Kaliningradu, życie w Kaliningradzie Dodaj komentarz